„Wiedźmin” to wdzięczny materiał na grę planszową i zarazem pułapka. Wystarczy kilka znajomych nazw, garść potworów i charakterystyczny medalion, by przyciągnąć fanów. Znacznie trudniej sprawić, by po pierwszym zachwycie chcieli wracać do pudełka przez kilkadziesiąt godzin. Czy twórca nowej odsłony znalazł na to sposób?